-5.1 C
Warszawa
niedziela, 14 lipca, 2024

Na hasło WAKACJE10 w okresie 01.07.2024-31.08.2024 r. na zamknięte szkolenia w firmach 10% zniżki!

Pisanie artykułów i współpraca z redakcjami. Jak Cię piszą, tak Cię widzą!

Strona głównaboxbox pisanie artykułówPisanie artykułów i współpraca z redakcjami. Jak Cię piszą, tak Cię widzą!

TO CIĘ MOŻE ZAINTERESOWAĆ

Artykuł publikowany w Roczniku INVESTOR Real Estate Expert 2023 [7/2023]

Monika Hołub, Redaktor naczelna INVSTOR REE

Pisanie artykułów, postów, komentarzy jest nieodłącznym elementem budowania marek osobistych i firmowych. Niektórzy chcieliby pisać, ale nie wiedzą jak się do tego zabrać, nie mają czasu, albo nie wierzą, że umieją. Inni piszą systematycznie raz w miesiącu, a inni raz w tygodniu. Wszyscy, których o to pytam, jednogłośnie twierdzą, że publikowanie przekłada się na ich rozpoznawalność na rynku, wpływa pozytywnie na ceny ich usług oraz na rodzaj Klientów, którzy do nich się zgłaszają po rozwiązanie problemu związanego z nieruchomością. Na rynku nieruchomości działają liczne redakcje, do których wielu autorów wysyła swoje artykuły. Nie wiedzą jednak jak w praktyce wygląda praca redakcji od kuchni i jakie wiążą się z tym nakłady finansowe i czasowe. Niektórzy oczekują 30-stu darmowych egzemplarzy gazety na swój użytek, inni oczekują kilkukrotnej, darmowej korekty złożonego już tekstu, a inni mają pretensje, że redakcja odmówiła publikacji artykułu. Kto pisze artykuły? Czy redakcja może ingerować w Twój tekst? Na jakie aspekty należy zwrócić uwagę przy pisaniu artykułów? O jakie zgody i prawa powinien zadbać autor tekstów, który współpracuje z redakcjami? Czy redakcja faktycznie może odmówić publikacji artykułu? Kto komu płaci? I jak wygląda dystrybucja gazet, w których jesteś autorem czy autorką? Poznaj modele współpracy. Poznaj prawa, których możesz oczekiwać jako autor oraz przywileje, którymi może posłużyć się redakcja. Podzielę się doświadczeniem naszej redakcji z autorami tekstów, jak również współpracy z innymi redakcjami.

Kto pisze artykuły?

Piszą autorzy, piszą przedstawiciele agencji marketingowych, piszą osoby prowadzące marki osobiste i firmowe, piszą redaktorzy, a w dzisiejszych czasach pisze też AI. Zacznę od tego, że najwięcej odrzucanych tekstów do publikacji na portal INVESTOR REE pochodzi od agencji prowadzących korporacje, duże i średnie firmy. Czytanie w kółko analiz statystyk GUS-owskich jest nudne, a jeśli w dodatku „podobne” teksty piszą firmy konkurencyjne dla siebie to, po co czytać to samo dwa czy trzy razy? Mail za mailem w stałe dni tygodnia spływają do redakcji te same treści ze zmienionym nieco tytułem i nazwiskiem rzekomego autora. Pisanie przez jedną agencję tych samych treści dla różnych autorów jest dla mnie nieetyczne. Jest to jeden z kilku powodów, dla których agencje nie chcą żeby je oznaczać w postach na social mediach. W jednym z artykułów pisałam szerzej na ten temat wskazując na to, że są agencje na stronach, których wpis pod wpisem widnieją konkurencyjne dla siebie firmy. Jako redakcja dostaję link do takiej publikacji, a pod spodem widzę analogiczny artykuł konkurencji, którą obsługuje agencja. Na taki link może trafić również Czytelnik i rzecz jasna jedna z tych firm – autorów. Z drugiej strony, nie winię ludzi z działów marketingu, czy z agencji PR, którzy nigdy nie brali udziału w projektowaniu inwestycji, nie byli na budowie, a w dodatku nikt im nie dostarcza merytorycznych treści, casów, czy problemów do opisania. Problemy – słowo klucz. Wiele dużych i bardzo dużych firm nigdy o problemach nie napisze! Znam przypadki dyscyplinarnych zwolnień pracowników, którzy podczas wystąpienia na konferencji powiedzieli, że firma popełniła błąd. Jedna z bardzo dużych z firm odmówiła mi współpracy, bo w roboczym tytule e-booka użyłam frazy „błędy inwestorskie” i nie chciała być utożsamiana z błędami. Ponadto, wraz z wielkością firmy wydłuża się łańcuszek decyzyjności, co do treści artykułu tego, kto się pod nim ma podpisać itp. W tym samym czasie autor będący przedsiębiorcą puścił już 3 artykuły. To właśnie przedsiębiorcy piszą najbardziej merytoryczne artykuły. Wiedzą, co mogą powiedzieć i wiedzą, że nikt wobec nich w hierarchii firmy nie wyciągnie konsekwencji, że skrytykowali nowelizację ustawy, plan miejscowy, czy niezgodną z prawem opinię stowarzyszenia. Pomijając fakt, że takie treści są bardziej pożądane i przez redakcję i przez Czytelnika, to w dodatku są znacznie szybciej! Z kim, zatem woli współpracować redakcja? I kogo prędzej zaprosi do kooperacji bez konieczności płacenia?

Czy wystarczy merytoryczny tekst?

Do pisania artykułów oprócz wiedzy merytorycznej w danej tematyce trzeba mieć jeszcze pojęcie o copywritingu i SEO/SEM. Tytuły i śródtytuły typu „to jest oczywiste”, „warto sprawdzać” nie będą pracować na Ciebie w Internecie! Niestety jest to bardzo powszechny problem i owszem, czasami celowo się stosuje luźniejszy tytuł, ale w większości przypadków, w mojej ocenie jest to błąd wynikający z niewiedzy osób piszących artykuły. Zaczynając prowadzenie marek osobistych w branży nieruchomości często piszę wspólnie z autorem merytoryczne artykuły. Potem osoba odpowiedzialna za wrzucanie treści na stronę www dzieli sobie tekst na mniejsze akapity, rozbija wstęp, zmienia śródtytuły, bo wpadła na taki pomysł. Po kilku tygodniach jest pytanie, czemu artykułu nie widać w pierwszych 10-ciu czy nawet 20-stu pozycjach Google. Często powtarzam „Ty lubisz Google, Google lubi Ciebie”. Nie bez przyczyny Google ma kilkaset wymagań co do ilości znaków, długości akapitów, powtarzalności fraz kluczowych w odpowiednich miejscach, wymagań co do długości śródtytułów, zastosowanej wielkości czcionki i wielu, wielu innych parametrów. Nie stosujesz się do tych zasad, nie ma Cię w Google, a jeśli nawet zapłacisz za reklamy adwords, to na wysokich pozycjach będziesz tylko przez chwilę. Otrzymuję w tygodniu kilka propozycji poprawy moich stron www, wprowadzenia narzędzi zbierających leady. Owszem, można to wszystko stosować, można bulić co chwilę setki czy tysiące złotych miesięcznie, tylko po co jak można zrobić to za darmo odpowiednio napisanym tekstem? Oczywiście, ta teoria nie sprawdzi się, np. u sprzedawców obuwia. Oni promują dany produkt w krótkim okresie czasu, a potem on znika, więc tutaj leady się sprawdzą, a poza tym ile można pisać o butach? Jednak w branży nieruchomości, gdzie można z rękawa sypać tematami do opisywania, jest to zwyczajnie nieekonomiczne i mniej efektywne.

Dalsza część artykułu pod grafiką.

Czy redakcja robi korektę tekstu?

Tak, redakcja ma prawo robić korektę tekstu i nie spotkałam redakcji, która takiej korekty by nie robiła, a współpracuję z ponad 20 redakcjami. W katalogach promujących współpracę z nami, w gazecie i na portalu mamy klauzulę „Redakcja zastrzega sobie prawo do adjustacji nadesłanych tekstów.” Nie wynika to z naszych zapędów do zmiany punktu widzenia, który przedstawia autor czy lobbowania jakiś opinii. Robimy korektę z dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że treści w gazecie oparte są o dany layout i każdy artykuł musi mieć podobny układ (tytuł, podtytuł, wstęp, śródtytuły, akapity, wybite cytaty, grafiki itp.). Przykładowo, jeśli autor nie napisał wstępu to redakcja na podstawie przysłanych treści tworzy taki wstęp i wysyła do autoryzacji. Po drugie i najważniejsze redagujemy treści pod kątem wspomnianego, naturalnego pozycjonowania w Google. Wielu autorów tekstów i agencji PR nie dba o to czy artykuł się będzie naturalnie pozycjonował. Oczywiście korekta, o której wspominam dotyczy treści publikowanych w roczniku INVESTOR REE. Robimy też korekty treści publikowanych na portalu dla osób czy firm, które na stałe z nami współpracują. Pozostałe treści wrzucamy na portal bez korekty. Wychodzę z założenia, że za treść odpowiada autor lub firma, którą reprezentuje. Jeśli firma nie dba o takie rzeczy (z braku wiedzy, funduszy, lenistwa), to ja nie mam interesu poprawiania tych tekstów za darmo. Skorygowane przez naszą redakcję treści pozwalamy wykorzystywać w innych redakcjach (wielu autorów sami tam polecamy). Pozwalamy też na umieszczanie tych treści na stronach autora tekstu. Dlaczego? Wyjaśnię na końcu artykułu. Niektórzy autorzy oburzają się, że czasami redakcje nie poprawią literówek, czy składni zdań. Widząc takie kwiatki w wydrukowanych gazetach mają pretensje. Do kogo? Skoro autor podpisuje się pod swoim tekstem, to on powinien zadbać o swój wizerunek nie tylko przed Czytelnikiem, ale i przed redakcją. Oddając niechlujne teksty redakcja może zaprzestać współpracy z taką osobą. Jeśli, ja przykładowo chcę promować w gazecie rzetelne osoby i firmy, to nieskończone teksty mogą mi sugerować, że przy wspólnych projektach due diligence czy projektach architektonicznych będzie podobnie. Też piszemy mnóstwo artykułów, też wysyłamy je do innych redakcji i też zdarzają nam się literówki, które trzeba poprawić, albo które mimo sprawdzeń zostały przeoczone. Czasami zdarzy się, że końcowy plik się niepoprawnie zapisał i mimo, że coś zostało poprawione nie zapisało się. Zdarza się. Nie myli się tylko ten, który nic nie robi. Jednak zachęcam do przykładania się do przysyłanych treści i sprawdzania składów artykułów wysłanych do końcowej autoryzacji – to bardzo dużo świadczy o autorze tekstu, jako potencjalnym Partnerze do współpracy z Czytelnikiem, który może być przecież jego Klientem. Powszechnym problemem w redakcjach jest przysyłanie treści po czasie lub wielokrotne ponaglanie autorów i przedłużanie terminów wysyłki.

Ja wiem, że pisanie artykułów nie jest najważniejszą rzeczą w biznesie, ale z doświadczenia marek, które prowadzę widzę, że promocja przez merytoryczne treści to dźwignia biznesu, która stawia autora w roli Eksperta i skaluje jego przychody. Jeśli nie masz czasu na pisanie to znaczy, że nie jest to da Ciebie wystarczająco ważne.

A jeśli nie masz czasu, ale bardzo chcesz publikować to są na to sposoby. Bardzo częstą praktyką w naszej redakcji jest pisanie tekstów z dostarczonych przez autora nagrań audio czy wideo. Skończyłeś rozmowę z Klientem jadąc autem? Siedzisz nad projektem architektonicznym z trudnym problemem, który właśnie udało Ci się rozwiązać? Włącz dyktafon lub aparat w telefonie i nagraj kilka zdań na dany temat. Takie nagranie możesz przekazać redakcji lub innej osobie, która zmontuje Ci artykuł, a Ty potem go tylko przeedytujesz, rozbudujesz lub tylko zatwierdzisz. Najwięcej ciekawych tematów na merytoryczne artykuły niesie, bowiem samo życie zawodowe.

Czy redakcja ma prawo odmówić publikacji?

Tak, redakcja ma prawo odmówić artykułu, który jest niezgodny z tematyką wydawnictwa. W naszej redakcji nie dopuszczamy do publikacji treści o awansach, nowych najemcach, nowych inwestycjach, sprawozdaniach finansowych, treści sprzedażowych, treści niezwiązanych z rynkiem nieruchomości itp. Niektórych to oburza, a byli i tacy, którzy uruchamiali nawet prawników i zasypywali mnie pismami, że mam im to opublikować. Wyjaśniam, że to redakcja określa, jakie treści są dla niej pożądane, dlatego u nas spotkacie się z klauzulą „Wydawca ma prawo odmówić zamieszczenia artykułu lub reklamy, jeśli treść lub forma są niezgodne z charakterem pisma”. Wiem, jakiego typu treści cenią sobie nasi Czytelnicy, a publikowanie treści o tym, jaki dystans powinien mieć prelegent na scenie, który umie zacząć wystąpienie od udawania ziemniaka niekoniecznie jest tą treścią. Niech każdy, kto ma inną wizję założy swoje wydawnictwo i publikuje co chce.

Plagiat artykułu i sztuczna inteligencja

Warto też mieć na uwadze wszelkie zakusy na kopiowanie treści innych autorów, czyli plagiaty. Dzisiaj, programy antyplagiatowe wyłapują nawet spację skopiowaną z innej strony! Artykuł można przepuścić przez program antyplagiatowy za 20-50 zł, w zależności od długości tekstu. Odrzucam teksty, które w raportach wykazują skopiowane z innych stron treści. Sama przeglądam raz w roku Internet w poszukiwaniu skradzionych treści z naszego portalu. Kiedyś mieliśmy rocznie 10 kradzieży treści artykułów naszych Ekspertów. Wtyczki blokujące możliwość kopiowania treści ze stron skutecznie to ukróciły – teraz komuś musi się chociaż chcieć przepisać treść. Niestety, nie jestem jedynym podmiotem na rynku nieruchomości, który boryka się z tym problemem. Dlatego, jako redakcja muszę zadbać o zgody w zakresie praw autora do tekstu, żeby nie musieć chodzić po sądach, czy wycofywać całego nakładu gazety, którego realizacja jest bardzo kosztowna, o czym opowiem dalej. Teksty napisane przez sztuczną inteligencję to kolejny element, który jest wyłapywany przez programy antyplagiatowe – ja takich treści też nie publikuję, bo nie po to ktoś się wysila, śledzi zmiany przepisów, uczy się i pisze, żeby ktoś potem zrobił automatyczną parafrazę artykułu i przedstawił, jako swój tekst. Kolejny aspekt, na który ostatnio się natknęłam to autoplagiaty. Czy można zrobić plagiat swoich treści? Niektórzy uważają, że można i twierdzą, że należy cytować samego siebie w kolejnych artykułach, czy e-bookach. Zrobiłam szybki wywiad wśród znajomych prawników i uznali jednogłośnie, że to bzdura. Jednak przepisy polskiego prawa są nieobliczane, więc jeśli ktoś ma inną wiedzę w tym zakresie, to zapraszam do napisania artykułu na łamach kolejnego rocznika IREE.

Zgody i oświadczenia

Współpracuję z różnymi redakcjami i rzadko kiedy wymagano ode mnie, lub Ekspertów, których reprezentuję lub polecam podpisania zgody na publikację. W takim dokumencie autor oświadcza, że wyraża zgodę i udziela na czas nieoznaczony licencji na rzecz redakcji, obejmującej prawo do komercyjnego wykorzystania określonych dostarczonych przez autora utworów – dzięki czemu redakcja ma prawo dysponować treścią. Autor musi też oświadczyć, iż ma prawo dysponować przekazanymi materiałami (treściami, grafikami, logotypami), że nie są one obciążone prawami osób trzecich i nie wymagają uzyskania dodatkowych pozwoleń. To wynika z faktu, że autor od tak sobie nie może używać logo dużej firmy (np. korporacji) bez zgody osób z działu marketingu czy działu komunikacji.

Duże firmy i osoby budujące marki osobiste dbają o najmniejsze szczegóły w publikacjach. Pilnują przykładowo tego, że logo musi mieć zachowane pole ochronne i nie może być na kolorowym tle albo, że wybrane przez redakcję zdjęcie stokowe osoby w pomiętej koszuli należy zmienić, bo negatywnie wpływa na wizerunek firmy. Absurdalne? Uważam, że wręcz przeciwnie – każdy element w przypadku budowania marki osobistej czy firmowej jest szalenie istotny. Można parafrazować znane przysłowie na „jak cię piszą, tak cię widzą”, a odda to celnie czym jest pokazywanie marki w publikacjach.

Redakcja powinna uzyskać zgodę na to, że wymienione z tytułu i numeru utwory mogą być utrwalane, zwielokrotniane oraz publikowane w konkretnych kanałach: stronach internetowych, w mediach społecznych wedle uznania licencjobiorcy. Musi być też uściślone, czy te treści mogą być udostępniane Czytelnikom w taki sposób, aby każdy mógł mieć dostęp do tych treści w miejscu i w czasie przez siebie wybranym. Bardzo ważne w oświadczeniu i zgodzie jest ustalenie czy licencjodawca zrzeka się wynagrodzenia z tytułu udzielonej licencji, czy jednak on płaci redakcji wynagrodzenie, a może wręcz to redakcja mu zapłaci. Licencjodawca (autor) ma również mieć zapewnione, że utwór objęty licencją zostanie opatrzony jego danymi osobowymi, zgodnie z udzieloną w tym zakresie zgodą. Jeśli autorowi tekstu zależy na wykorzystywaniu tej samej treści na swojej stronie internetowej, w innej gazecie lub na innym portalu, to powinien sprawdzić zapisy czy jest to licencja wyłączna czy niewyłączna. Niektóre redakcje wymagają wyłączności na teksty, co jest podyktowane różnymi czynnikami. Niektóre portale, czy redakcje „żyją” z wyświetlanych reklam, a reklamodawcy płacą za wyświetlanie swoich reklam przy konkretnym artykule (np. firma sprzedająca tynki promuje się przy artykule o termomodernizacji zabytków). W związku z tym, portal czy gazeta dbają o to, żeby ten sam artykuł nie pokazał się u konkurencji, bo reklamodawca zwyczajnie może zmienić partnera do współpracy, a poza tym uwagę Czytelnika rozprasza się w tej tematyce na dwa lub więcej portali. Innym powodem wyłączności na tekst jest pozycjonowanie – o zasadzie kto pierwszy, ten lepszy pisałam w innych artykułach. Jednym z setek czynników branych pod uwagę przez Google przy naturalnym pozycjonowaniu jest to, gdzie ukazała się pierwsza wersja tekstu. W naszej redakcji nie mamy licencji na wyłączność, bo sami do innych gazet też nie przekazujemy artykułów na wyłączność. Ja jestem zwolenniczką wykorzystywania raz napisanej treści wielokrotnie w różnych kanałach, bo zwiększa to zasięgi i daje szansę na poznanie nas innym grupom odbiorców. Owszem, są redakcje, które same zgłaszają się po dany artykuł w celu przedruku, ale pod warunkiem zmiany tekstu (takie mają zasady). Jeśli autorowi zależy na pojawianiu się w tym konkretnym kanale, to wystarczy, że wykona parafrazę tekstu, zmieni kolejność akapitów, zmodyfikuje tytuł i wielu redakcjom to wystarczy. Poza powyższymi kwestiami, w podpisanym dokumencie musi być określony cel przetwarzania informacji i zakres danych objętych zgodą (wizerunek, imię, nazwisko, zawód/stanowisko, reprezentowana organizacja, logo firmy, treść artykułu, grafiki, zdjęcia itp.). W całym takim dokumencie u nas widnieją cztery odrębne podpisy, pod poszczególnymi sekcjami.

Dalsza część artykułu pod grafiką.

O jakich kosztach mówimy?

Czytając powyższy śródtytuł pewnie spodziewasz się, że przeczytasz ile musisz zapłacić za artykuł? O tym dalej – tutaj powiem o kosztach, które musiała ponieść redakcja, żebyś mogła/mógł czytać niniejsze wydanie rocznika. Czasami słyszę oburzenie od autorów tekstów czy partnerów reklamowych, że redakcja życzy sobie 30zł czy 50zł za sztukę gazety. Ja rozumiem, że wszyscy chcielibyśmy dostać 30 egzemplarzy gazety, w której jesteśmy autorem za darmo na swój użytek. Zastanówmy się jednak, jaki jest koszt takiego przedsięwzięcia jak wydanie gazety? Opowiem na przykładzie rocznika IREE. Zacznijmy od kosztów składu gazety, czyli pracy graficznej osób, które fizycznie układają treści na każdej ze stron. Oferty, jakie mi proponowano wahały się od 50zł netto za stronę do 250 zł netto za stronę. Przy gazecie 200 stron przyjmując nawet najniższą cenę to koszt składu 10 tys. zł netto. Dodam, że ja również biorę udział w składzie każdego artykułu i określiłabym, że jest to 50% pracy w każdym artykule. Niech nie dziwi nikogo, zatem fakt, że redakcja nalicza dodatkowe opłaty za konieczność ponownego składu artykułu, bo ktoś zmienił wizję na wydźwięk treści. Dlatego, zanim wyślesz tekst do redakcji, sprawdź czy na pewno jest to finalna wersja. Ja zawsze odkładam napisany artykuł na dzień czy dwa i ponownie do niego siadam ze świeżym umysłem, żeby skonfrontować jego układ, spójność, przekaz i kwestie związane z pozycjonowaniem. Kolejny aspekt to samo pisanie treści, czyli praca redaktorów. Jak wspomniałam wyżej, wiele treści pisze redakcja. Sugestie rozwijania tematów, dodanie akapitów, zmiana wstępów pod kątem pozycjonowania treści, zmiana tytułów, wybijanie treści do cytatów. Znasz redakcje, które tak działają? Nasza właśnie tak działa, bo nasze priorytety przy publikacjach to merytoryczna, wyczerpująca treść i naturalne pozycjonowanie w Google. O tym, ile zajmuje znalezienie odpowiedniej grafiki z banku zdjęć, żeby pasowała tematyką do artykułu i kolorem do layoutu gazety nie wspomnę. Czasami jednego zdjęcia szukam osobiście pół godziny. Wiem, niektórzy wybraliby pierwsze z brzegu zdjęcie i faktycznie tak działają niektóre redakcje. Gdy zwracam uwagę, że zdjęcie pokazujące wskaźniki giełdowe nie bardzo pasuje do tematyki analizy chłonności działki słyszę, że autor nie będzie redakcji wybierać zdjęć. Ile taka osoba w redakcji się utrzyma z takim podejściem? W którym momencie autorzy przestaną chcieć współpracować z taką redakcją? Nie wiem. Warto też wspomnieć o czasie poświęconym na najważniejsze, czyli na wyszukanie wartościowych Ekspertów. Tych poznajemy na konferencjach, gdy są prelegentami, lub podczas merytorycznej dyskusji w ramach networkingu. Znajdujemy ich w social mediach wychwytując merytoryczne posty, a także podczas spotkań biznesowych w firmach, w których realizujemy usługi doradczo – inżynieryjne. Jeśli myślicie, że osoby od sprzedaży spoza branży potrafią znaleźć merytorycznego Eksperta to się możecie zdziwić.

Nie sztuką jest znaleźć kogoś kto zapłaci kilka tysięcy zł za artykuł. Sztuką jest, żeby ta osoba miała merytorykę za plecami, była rzetelna i terminowa. Zdarzało mi się odmówić publikacji treści i zrezygnować ze współpracy Z osobĄ, która upominana trzykrotnie nie przysłała korekty artykułu przez 3 tygodnie. Wychodzę z założenia, że autorzy w roczniku IREE to przede wszystkim Eksperci godni polecenia do współpracy w biznesie, a nie osoby na jeden artykuł.  

Opisana powyżej praca nad rocznikiem to 3-4 miesiące zaangażowania 3 osób. Następny aspekt to druk gazet. Mamy na rynku gazety szyte, klejone, śliskie, matowe, cienkie kartki, grube kartki i mamy też różne drukarnie. Ja od lat drukuję w tej samej i mimo, że co roku otrzymuję wiele obietnic przebicia tej drukarni cenowo, to jest ona średnio 30% tańsza od konkurencji. Dlatego możecie przyjąć poprawkę na poniższe wyliczenia, bo inne reakcje mogą płacić więcej. Gazeta klejona, w formacie A4, z dobrej jakości i grubości papierem w środku i na okładce przy ilości 200 stron (folia błysk 130g) + 4 strony okładki (kreda błysk 250g) i nakładzie 5 tys. sztuk to koszt ponad 65 tys. zł netto. Dla porównania, przy nakładzie 2 tys. sztuk to koszt ponad 30 tys. zł netto. Proszę zauważyć, jak maleje cena jednostkowa druku przy wzroście nakładu. Są to ceny aktualne w listopadzie 2023 i nie ukrywam, że koszty te rokrocznie idą mocno w górę. Jeśli ktokolwiek sądzi, że artykuły płatne (o ile redakcja takie przyjmuje) rekompensują powyższe koszty, to jest w błędzie. A jak opisuję w innym akapicie są redakcje, które płacą autorom za teksty – średnio w granicach 200-900zł netto za artykuł. Eksperci okładkowi faktycznie często dostają jakiś nakład dla siebie, ale jest wiele redakcji, które nawet nie prześlą za darmo jednego egzemplarza gazety autorowi tekstu. Teraz sobie odpowiedz, ile egzemplarzy Ty prowadząc taki biznes jesteś w stanie przekazywać za darmo każdemu autorowi, uczestnikowi konferencji, klientowi, partnerowi znając powyższe koszty? Redakcja INVESTOR REE, na jedną konferencję przekazuje przykładowo 340 gazet do darmowej dystrybucji uczestnikom. Przy powyższych kosztach za skład i druk 5 tys. sztuk gazet o objętości 200 stron, to koszt wytworzenia jest rzędu 30 zł netto za jedną sztukę gazety – przypominam, że przyjęłam do wyliczeń najniższe ceny usług, jakie oferuje rynek. Ponadto, cena jednostkowa rośnie, jeśli nakład druku jest mniejszy. Jeśli gazeta jest w salonach sprzedaży to ma przychody, ale do kosztów należy jeszcze doliczyć prowizję dla tego salonu, koszty dostarczenia gazet. Nierzadko, dodatkowo płatne jest odsyłanie niesprzedanych gazet, a nie należą one do najlżejszych. W ciągu roku w branży nieruchomości konferencji, szkoleń otwartych i zamkniętych jest mnóstwo. Do tego należy jeszcze doliczyć koszty promocji (przygotowanie grafik, promocja w social mediach, publikacja artykułów na stronie www, promocja wydawnictwa w innych gazetach, dystrybucja na konferencje, współpraca w ramach patronatów nad wydarzeniami, gdzie gazeta mogłaby być dystrybuowana przez rok czy dwa lata itd.). W ciągu roku w branży nieruchomości konferencji, szkoleń otartych i zamkniętych jest mnóstwo. Gdyby chcieć wliczyć te wszystkie całoroczne działania w koszt jednostkowy wytworzenia gazety, to przy nakładzie 5 tys. sztuk gazet o objętości 200 stron, możemy spokojnie mówić o 50 zł netto za sztukę.

Kto komu płaci za artykuły?

To pewnie interesuje Cię najbardziej. Warunki współpracy może dyktować zarówno redakcja, jak i autor – naprawdę, modeli biznesowych w redakcjach związanych bezpośrednio lub pośrednio z branżą nieruchomości jest wiele. Jeśli redakcja ma dobre zasięgi, dociera do dużej grupy docelowej, dystrybuuje gazety na wydarzeniach branżowych i publikuje całe treści za darmo, to może dyktować warunki i oczekiwać wynagrodzenia za publikacje artykułów, czy reklam. Firmy, czy osoby, które promują produkty, a nie dają merytorycznych treści też zazwyczaj płacą. Z drugiej strony, są Eksperci rozchwytywani, bo mają merytoryczną wiedzę, bo ludzie lubią „ich czytać”, bo są niszowi w swej tematyce, bo są kontrowersyjni. O takich Ekspertów zabiega redakcja i modeli współpracy też funkcjonuje tu wiele. Redakcja może im płacić kwoty rzędu kilkuset złotych od artykułu. Może też umówić się na pakietowe rozwiązanie, np. przesłanie cyklu artykułów i poprowadzenie całodniowego szkolenia za 10 tys. zł (płatne na rzecz autora-prelegenta). W naszej redakcji jest kombo – jedni płacą za umieszczenie treści, inni rozliczają się barterem (artykuł za artykuł, reklama A4 za reklamę A4), a inni są Partnerami przy różnych projektach inwestycyjnych, szkoleniowych, konferencyjnych i na polu poznania się są zapraszani do wspólnych projektów, artykułów, wywiadów, e-booków czy raportów. Promujemy też chętnie na portalu oraz w gazecie konferencje i szkolenia, na których jesteśmy partnerem medialnym, bo doceniamy wysiłek organizatorów w tym wielkim i kosztownym przedsięwzięciu, jakim jest event.

Dalsza część artykułu pod grafiką.

Kluczowa jest dystrybucja gazet

Wiele osób płaci dużo pieniędzy za to, żeby być w gazecie, która jest w salonach sprzedaży. Szkoda, że statystyki sprzedaży z poszczególnych salonów i zwroty magazynowe nie są ogólnodostępne, bo niektórzy byliby zaskoczeni, że gazeta, w której jest ich artykuł znajduje się tylko w kilkunastu największych galeriach handlowych. Zaskoczeni byliby również tym, że sprzedano, np. 300 egzemplarzy na całą Polskę. Gdyby to wiedzieli, czy zapłaciliby te pieniądze? Niektórzy pewnie tak, ale na pewno nie wszyscy. Jest jeszcze jedna konsekwencja tego modelu sprzedaży. Coś co jest sprzedawane w salonie, nie może być publikowane w 100% za darmo online. Między innymi, dlatego osobiście odmówiłam współpracy z jedną z sieci dystrybucyjnej, gdy chciałam wejść z INVESTOR REE do salonów sprzedaży. Oprócz zakazu publikowania treści online wymagano ode mnie zmiany treści artykułów na bardziej lifestylowe, bo te w roczniku są nazbyt merytoryczne. Podziękowałam za komplement i zrezygnowałam z dalszych rozmów. Zastanów się nad tym, co jest efektywniejsze. Pokazanie się przez 2 miesiące w 300 gazetach w Polsce, gdzie ślad po artykule właściwie znika, czy publikacja całego swojego artykułu na własnej stronie www za darmo? Przecież taki artykuł będzie na Ciebie pracował dopóki będzie istniała Twoja strona i Internet. Kolejny banał lobbowany w marketingu to, że wszystkim gazetom się płaci za publikacje. Bzdura – ja za nasze artykuły nie płacę w żadnej redakcji, a wiele z nich płaci naszym autorom za merytoryczne teksty. W roczniku IREE jest wielu autorów, którzy nie płacą za treści. Co więcej, wielu z nich polecam bezinteresownie do innych redakcji, a w niektórych mają nawet za te publikacje wynagrodzenie.

Po co to robimy?

Pewnie wiele osób nie zdawało sobie sprawy z nakładu finansowego i czasowego, jaki trzeba poświęcić na wydanie takiego rocznika. Wiele osób pewnie się zastanawia po co, zatem to robimy? Po co rozdajemy gazety za darmo? Po co pomagamy autorom tekstów? Bo chcemy podnosić kompetencje innych osób na rynku nieruchomości; bo wspieramy rzetelne marki osobiste i firmowe; bo chcemy informować rynek o zmianach w przepisach; bo chcemy przedstawiać kontrowersyjne poglądy i błędy w przepisach, dokumentach planistycznych czy projektach; bo pracujemy na rzecz inwestorów i szerzymy wiedzę, która pozwala zarabiać im więcej na swoich nieruchomościach; bo kochamy pisać. Zastanawiasz się dalej, gdzie tu są jakieś wymierne korzyści dla redakcji? Nigdy nie ukrywałam, że redakcja IREE to 5% naszej działalności w rynku nieruchomości. Masa korzyści z tego tytułu przychodzi chwilę później w postaci współpracy. Po pierwsze, jest to współpraca pomiędzy autorami tekstów lub ich firmami – bo, jeśli wspólnie można podejść do wymagającego projektu dotyczącego zmiany czy zaskarżenia planu miejscowego, to jest to grono znających się branżystów. Po drugie, dzięki dzieleniu się fachową wiedzą spływają propozycje współpracy od różnych instytucji, stowarzyszeń, organizacji na polu poprawiania przepisów czy doradzania przy różnych projektach. Po trzecie, otwiera się szereg możliwości na polu wystąpień publicznych, za które dobry, wieloletni Ekspert otrzymuje wynagrodzenie średnio 10 tys. zł netto za dzień szkoleniowy. Po czwarte, czasami potrzebujesz wykonać telefon, żeby dowiedzieć się coś na temat wskaźnika urbanistycznego i szybko przypominasz sobie o Ekspercie, który był autorem w tej samej gazecie co Ty. W 5-minutowej rozmowie uzyskasz odpowiedź bez konieczności umawiania się na jakieś płatne konsultacje – to działa w różne strony, między różnymi autorami tekstów – po prostu mogą liczyć na wzajemne wsparcie. Po piąte, po prostu się reklamujesz, ale w sposób merytoryczny! Mitem jest, że ludzie dzisiaj nie czytają gazet czy artykułów w sieci. Jak powiedział Stephen King „Jeśli nie masz czasu, by czytać, nie masz też czasu, by pisać. To proste.” Ktoś ma problem z zalanym domem, ktoś chce uchwalić nowy plan miejscowy, ktoś inny chce wystąpić o warunki zabudowy, ktoś chce uzyskać samodzielność lokalu, a jeszcze ktoś weryfikuje czy deweloper nielegalnie mu wlicza powierzchnie pod ściankami działowymi. Każda z tych osób będzie szukać odpowiedzi, a jeśli Ty umiesz w sposób poukładany, rzetelny i zrozumiały wyłożyć mu tę wiedzę – to właśnie pozyskałeś Klienta!

Dalsza część artykułu pod grafiką.

Czy wydruk jest eko?

Jak wspomniałam wcześniej wiele rzeczy jest dzisiaj lobbowanych. Dotyczy to również niektórych aspektów „prośrodowiskowych”. Naszej redakcji czasami obrywało się za to, że drukując gazety niszczymy środowisko. Czy wydruk gazety jest bardziej nieekologiczny niż czytanie jej z poziomu urządzeń elektronicznych, przeglądarek, stron www itp. Zastanawiasz się czasami nad tym ile środowisko kosztuje utrzymanie serwerowni, hostingu, stron www, poczty elektronicznej, czy e-wydania? Zgodnie z danymi beyond.pl „firmowa infrastruktura IT utrzymywana w centrach danych odpowiada dziś za wykorzystanie 1% globalnego zużycia energii. W 2030 r. w ujęciu globalnym, za sprawą cyfryzacji, rozwoju technologii IoT czy 5G, będzie to już od 4 do 11% całkowitego światowego zużycia prądu. (…) Szacuje się, że aktualnie centra danych emitują globalnie w ciągu roku 250 ton CO2, a w 2030 r. nawet 6 miliardów ton.” Duże liczby, które przeciętnemu człowiekowi niewiele mówią – to dużo czy mało? Dane smoglab.pl mówią, że „nasz przeciętny ruch e-mailowy odpowiada przejechaniu niewielkim samochodem na benzynę w odległości od 16 do 206 km.” Nie bronię drukowanych gazet, ale nie bronię też e-wydań. Zachować umiar – banalna dewiza sprawdzająca się w wielu aspektach życia.

© ℗ Licencja Wszelkie prawa zastrzeżone Niniejszy artykuł jest chroniony prawem autorskim. Zabrania się jego kopiowania i cytowania bez podania źródła i autora. W przypadku zawinionego naruszenia praw autorskich sprawca będzie zobowiązany do naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu.

Celem publikacji jest przybliżenie tematyki inwestowania w nieruchomości komercyjne lub mieszkaniowe. Treści umieszczone w artykule są indywidualnymi interpretacjami i poglądami jego autora. Nie stanowią one porad podatkowych ani prawnych. Ekspert nie opisuje całościowo stanu prawnego, ani faktycznego związanego z prezentowaną tematyką, nie świadczy pomocy prawnej i nie ponosi odpowiedzialności za możliwe konsekwencje działań podjętych w oparciu o dostarczone w niej informacje. W celu uzyskania wyczerpujących informacji lub porady prawnej, prosimy o kontakt z Ekspertem.

ZOSTAŃ W TEMATYCE MARKETINGU NIERUCHOMOŚCI

BRANDING W NIERUCHOMOŚCIACH

GRZESZKI MARKETINGOWE

MARKETING NIERUCHOMOŚCI

WSPÓŁPRACA REDAKTORSKA Z IREE

ROCZNIKI INVESTOR REE

ROCZNIK 2023

Nie można kopiować treści tej strony.