-5.1 C
Warszawa
piątek, 3 lutego, 2023

Z Wojciechem Cejrowskim o nieruchomościach, korporacjach, inwestowaniu i dziadku

Strona główna Nieruchomości mieszkaniowe Lokale Mieszkalne Z Wojciechem Cejrowskim o nieruchomościach, korporacjach, inwestowaniu i dziadku

To Cię zainteresuje

To Cię zainteresuje

Artykuł publikowany w Roczniku INVESTOR Real Estate Expert 2022 [6/2022]

Kontrowersyjne poglądy muszą liczyć się z krytyką i próbami zamykania ust przez media głównego nurtu. Pana kariera to potwierdza. „Zdejmują” Panu audycje pomimo rekordowej słuchalności, blokują występy, pomimo wyprzedanych po sufit sal, a z tv wyrzucili Pana wiele razy. Nie ukrywam, że mi również się oberwało za to, że zapraszam do wywiadu „nadgorliwego katolika”. Padło to z ust pracownika korporacji rynku nieruchomości, która angażuje ogrom ludzi, czasu i pieniędzy na szerzenie sloganów o wolności, równości, czy feminizmie. Tej samej korporacji, która przejmuje kolejne rynki inwestycyjne, zmusza pracowników do niepłatnych nadgodzin i „przenosi” ich na home office, bo tak dla firmy jest taniej. Dziel i rządź – rzymskie powiedzenie, które jest niezmiennie młode. Zawsze piszemy merytoryczne artykuły na tematy nieruchomościowe. Bardzo często są one krytyczne i również wielu środowiskom, organizacjom i stowarzyszeniom się to nie podoba. Podobnie jak Pan nie należymy do ludzi klepiących się wzajemnie po plecach w celu robienia wspólnych biznesów kosztem innych. Mówimy jak jest! Chęć słuchania ludzi o odmiennych i często kontrowersyjnych poglądach jest świadectwem otwartości. Cenzura, blokada komentarzy na wielu portalach, lobbowanie konkretnych artykułów czy komentarzy, blokada reklam w mediach społecznościowych, a nawet usuwanie kont, to oznaka słabości i braku argumentów. W branży nieruchomości również jest to powszechne zjawisko. Patrzy Pan na wiele spraw przekrojowo, widzi Pan więcej i ma mnóstwo zaskakujących spostrzeżeń. Niektórzy się z nimi zgadzają, a niektórzy wietrzą teorie spiskowe. Wiele z nich z biegiem czasu, jedna po drugiej niestety wchodzą w życie.  Dlatego, cieszę się bardzo, że zgodził się Pan udzielić wywiadu redakcji IREE i jako redaktor naczelna zapraszam na odmienną, od tych słyszanych na co dzień w branży nieruchomości rozmowę.

„Wartość” nieruchomości

Monika Hołub (MH):W Polsce mamy zakorzenione silne poczucie własności. W Niemczech przykładowo ludzie chętniej mieszkają w wynajmowanych nieruchomościach, a im dalej na zachód tym mniej ogrodzeń. Od kilku lat sukcesywnie jesteśmy podszczypywani w celu zmiany w Polakach tego stereotypu. Jaką wartość mają nieruchomościami w różnych kulturach?  

Wojciech Cejrowski, przedsiębiorca prowadzący biznesy na trzech kontynentach, pisarz, antropolog, osobowość

Wojciech Cejrowski (WC): Dom rodzinny jest potrzebny wyłącznie tym, którzy mają rodzinę, lub przynajmniej planują mieć. Gdy rodziny brak, dom rodzinny traci sens i można go zastąpić tańszym mieszkaniem wynajmowanym od kogoś, lub nawet pokojem hotelowym. Rodzina to ciągłość i masa przedmiotów, które gdzieś trzeba trzymać – zabawki dla dzieci, stare łóżeczko przechowywane dla dziecka następnego, książki, które trzymasz bo… skoro masz dzieci, to one będą czytać. Gdybyś nie miał dzieci i nie planował rodziny, możesz wszystkie swoje książki i całą masę innych rzeczy wywalić i zamieszkać w kawalerce. Gdy masz rodzinę, nie zmieniasz miejsca zamieszkania zbyt często, lub wcale, bo… nie chcesz wyrywać dzieci ze szkoły, którą znają, nie chcesz im odbierać kolegów, nie chcesz się wyprowadzać daleko od dziadków. Rodzina jest, więc przeszkodą dla rynku nieruchomości, bo spowalnia obroty.

Monika Hołub, Editor in Chief of INVESTOR Real Estate Expert

Mieszkanie w szufladach

MH: Często się śmieję, choć to śmiech przez łzy, że narzucany przez rynek nieruchomości standard metrażu w nieruchomościach to już chów klatkowy bez wolnego wybiegu. Według danych Eurostatu Polska jest dużo poniżej średniej europejskiej w zakresie ilości m.kw. na osobę – 29 m.kw. na osobę, w momencie, gdy statystyczny Europejczyk ma 40 m.kw. mieszkania. Gorzej niż w Polsce jest tylko w Rumunii. Deweloper z Koszalina zaproponował mikrokawalerki od 2,5 m.kw. do 13 m.kw. z łóżkiem na antresoli i kuchnią z łazienką po łóżkiem. W Warszawskim Ursynowie powstaje budynek z szeregiem lokali (niemieszkalnych) do 17 m.kw. Niektórzy deweloperzy utrzymują, że mamy wolny rynek i każdy może mieszkać jak chce, mimo że przepisy mówią o minimalnych 25 m.kw. powierzchni użytkowej lokalu mieszkalnego. Jakie są Pana spostrzeżenia w tym zakresie?

WC: To nie jest zdrowe ani fizycznie ani psychicznie, ale jestem wolnościowcem i uważam, że nikt się ludziom nie powinien wtrącać w to jak mieszkają oraz w transakcje, które zawierają. Więc odrzucam tę koncepcję, że władza ustala minimalny dozwolony metraż. Władza nie jest od tego, by się wtrącać w takie rzeczy. Chów ludzi jest wtedy, gdy ludzie nie decydują samodzielnie o sobie, lecz robi to za nich władza. Nie podoba mi się koncepcja płacy minimalnej, minimalnego metrażu, obowiązku meldunkowego itd. Meldunku już teraz nie ma, ale… ciągle wymagają, by obywatel podał jakiś adres zamieszkania, a czemu? Ja sobie nie życzę, by władza wiedziała gdzie mieszkam. Mogę podać adres mailowy do korespondencji i tyle. Ogólnie jestem wyznawcą zasady: Odwalcie się ode mnie! To coś w rodzaju WSZYSCY WON, lecz w tym przypadku chodzi o „won ode mnie i moich spraw, od moich interesów od tego, w czym mieszkam i jak mieszkam, gdzie mieszkam, z kim mieszkam”. Nie jestem obywatelem hodowlanym, chcę pozostać człowiekiem wolnym. Nie podoba mi się nadawanie ludziom numerów NIP, Pesel, numeru pacjenta w rejestrach rządowych. Przecież to takie obozowe podejście jak za Hitlera. Człowiek staje się numerem, a gdy będą wszczepiać na rękach chipy z numerem, to już się niczym to nie będzie różniło od obozu, gdzie z braku technologii chipów, tatuowano numer.

Jeżeli, więc ktoś chce mieszkać w szufladzie, tak jak to robi wielu Japończyków, to jego sprawa. Uważam, że robi głupio, ale to jego życie, a nie moje. Ludzi należy przekonywać do dobrych pomysłów, lub przekonywać, że mieszkanie na 17 metrach jest niedobre, ale nie powinno się na ludziach, ani na firmach budowlanych niczego wymuszać.

Proptech przyszłości?

MH: Mieszkaniówka wchodzi do galerii handlowych, przy lotniskach mamy pokoje kontenerowe, gdzie telewizor wisi na suficie, a biura, pod przykrywką wirusa przenosi się do mieszkań. Podczas rozmowy z dyrektorem międzynarodowej firmy nieruchomościowej usłyszałam, że praca w biurze jest zbyt kosztowna dla pracodawcy. Wyliczono, że średnia powierzchnia (z uwzględnieniem garaży, hydroforni,kuchni itd.) na jednego pracownika to 150 m.kw. Część osób z rynku PRS twierdzi, że mikrokawalerki kupowane przez wielkich pracodawców pod home office to nieuchronna przyszłość. Twierdzą, że nie jest to dobry kierunek, ale jednocześnie wykorzystują swoje 5min w biznesie. Gdzie tu złoty środek Panie Wojciechu?

WC: Społeczeństwa buntują się rzadko i robią to dopiero wtedy, gdy już jest za późno. Widziała Pani kiedyś bunt prewencyjny? Bunt przed wprowadzeniem podwyżek? Powiedziała Pani, że ludzie z rynku potwierdzają, że praca z domu to nieuchronna przyszłość, bo biura są zbyt kosztowne w porównaniu z mieszkaniem. To jest chów klatkowy. To jest współczesna wersja niewolnictwa. Siedzisz uwiązany do Ziemi, zamknięty w mieszkaniu, które ci dała firma i tam masz pracować, jeść, wydalać i oglądać telewizję. Jedzenie dowiozą do domu, bo to się robi tańsze niż utrzymywanie sklepów. Gdy zakupy zaczną dostarczać dronem, to w mieszkaniach będą projektować dwa zsypy – jeden do wyrzucania śmieci, a drugi do podrzucania przesyłek z jedzeniem. Niektórym pewnie się wydaje, że cytuję książkę SF. Owszem, cytuję, ale… w USA zarówno agencja CIA jak i FBI mają specjalnych agentów do czytania książek i notowania interesujących pomysłów. Czytają kryminały, książki szpiegowskie, przygodowe oraz SF i tam mają gotowe pomysły, na które sami by nie wpadli. W Chinach podobnie, tam testuje się i stosuje w praktyce najwięcej takich pomysłów, które u nas nadal uchodzą za fantastykę naukową. Słyszała Pani o niewypuszczaniu ludzi z domów, gdzie w drzwiach jest zamek elektroniczny blokowany z centralnej bazy? Masz przy sobie komórkę i nie potrzebujesz klucza do własnych drzwi, bo twoje drzwi cię rozpoznają – a złodzieja nie wpuszczą. Śliczne ułatwienie, ale… władza może ingerować w drugą stronę, bo skoro komórka nie wpuszcza cię do metra, to komórka może cię nie wypuścić z mieszkania. Zmyślam? A co było w Kalifornii we wrześniu? Wprowadzono ograniczenie w zużyciu prądu. Poszli w energię zieloną i teraz ciągle brakuje prądu. Były upały, ludzie mieli włączone klimatyzatory, więc gubernator Kalifornii nakazał zmniejszyć obciążenie klimatyzatorów i gasić w niektórych godzinach. Zakazał także ustawiania termostatu na komfortowe 20 stopni zezwolił chłodzić tylko do 25 stopni, a potem do 27. Ludzie nie chcieli słuchać, tych nakazów bo jak mieli przykładowo stan przedzawałowy to bali się umrzeć od upału. A skoro nie chcieli słuchać dobrowolnie, to… gubernator zwrócił się o pomoc do firmy, która sprzedawała obywatelom aplikację do sterowania termostatem. I jeżeli ktoś cieszył się posiadaniem takiej aplikacji, to teraz już się nie cieszy, bo ta aplikacja wysyła do jego domowego termostatu rządowe ustawienia ograniczające zakres temperatur. Możesz sobie pstrykać, że chcesz schłodzić do 20 stopni, a aplikacja wymusza 25.

Wracając do „nieuchronnej” przyszłości, moim zdaniem coś takiego nie istnieje. Żaden scenariusz, żadna rynkowa tendencja, żaden ludzki pomysł nigdy nie jest nieuchronny. Pojawia się nowy czynnik, który wszystko zmienia. Pojawia się buntowniczy program, który możesz pobrać na swoją komórkę i nagle odzyskujesz władzę nad termostatem. Pojawia się pracodawca, który proponuje pracę w prawdziwym biurze, bo wymyśli sobie, że na rynku, gdzie wszystkich pozamykano w domach znajdzie chętnych do pracy w lepszych warunkach – w prawdziwym biurze – i system zacznie pękać. Nie na zasadzie buntu społecznego, bo o to trudno, ale na zasadzie innowacji. Każdy system da się ograć. Żaden system nie jest szczelny. Każdy system kiedyś padnie.

Czy zabiorą nam prawo własności nieruchomości?

MH: Globalnie doprowadzono do brania kredytów, leasingów. Następnie pokazano światu jak to ciężko jest spłacać raty, a zaraz pokażą nam, że lepiej będzie jak oddamy nieruchomości. Wiele młodych osób słusznie twierdzi, że to kredyt hipoteczny jest ograniczeniem wolności i nie chcą nabywać nieruchomości. Czy Pana zdaniem faktycznie może być tak, że nie mając na własność nic będziemy wolni?

WC: Nie ma czegoś takiego jak konieczność brania kredytów. To jest zawsze WYBÓR. „Musiałem wziąć kredyt na mieszkanie” to teza fałszywa. Nie musiałeś, mogłeś mieszkać nadal u rodziców, lub nadal wynajmować, lub poczekać, zarobić i kupić za gotówkę. Mój dziadek przed wojną był nikim i z pucybuta został multimilionerem. Przyszła komuna i wszystko mu zabrali. Drugi dziadek podobnie – był biedny, pojechał do Francji na saksy, przywiózł worek złotych monet, kupił gospodarstwo, stado koni gospodarskich (perszerony), został „kułakiem” i milionerem. Przyszła komuna i wszystko zabrali. Obaj moi dziadkowie, gdy zobaczyli, że mam dryg do pieniądza zaczęli mnie uczyć. I każdy z nich mówił to samo: jeżeli cię na coś nie stać, nie kupuj i nigdy nie pożyczaj. Gdy ktoś weźmie pożyczkę, TRACI motywację do zarabiania. Rata kredytowa jest zagrożeniem, a nie motywacją. Na dom zbierasz forsę i cię to pociąga, podnieca, motywuje dodaje sił i skrzydeł, bo masz cel – zbierasz na wymarzony dom, odkładasz każdy grosz i to nie jest ani straszne, ani ciężkie. Gdy odejmujesz sobie od ust tabliczkę czekolady, ponieważ zbierasz na dom, to to nie jest bolesne – to wolność wyboru. Ale, gdy odejmujesz sobie od ust tę samą tabliczkę czekolady, bo musisz spłacić kolejną ratę kredytu, to to już jest bolesne, frustrujące, dołujące i ciemne. Zbieranie forsy na spłatę kredytu, nie motywuje, lecz jedynie obciąża psychicznie. Branie kredytu na mieszkanie to rzecz okropna.

MH: Czy brał Pan kiedyś kredyt hipoteczny, Panie Wojciechu?

WC: Zaczynałem od kompletnego zera za komuny. Nikt mi niczego nie podarował, bo moją rodzinę złupili komuniści i nie mieliśmy nic. Niczego nie odziedziczyłem, zaczynałem w zasadzie pod kreską, bo nie dość, że nie miałem kapitału na start, to jeszcze za komuny nie wolno było startować, bo kapitalizm był zakazany. A jednak.. prowadzę interesy na trzech kontynentach i zawsze wszystko kupowałem i kupuję za gotówkę. Nigdy nie pożyczam, nie mam nawet karty kredytowej – tylko debetowe. Czy moje interesy rozwijają się przez to wolniej? Nie wiem – nigdy nie prowadziłem interesów inaczej, więc nie mam porównania. Do własnego domu wprowadziłem się mając dopiero 36 lat, wcześniej wynajmowałem, bo… nie było mnie stać na własny dom. Gdybym chciał, pewnie daliby mi kredyt, ale nie chciałem. Dom kupiłem w stanie surowym otwartym. Stać mnie potem było na wykończenie dwóch pokoi z łazienką. Wykończyłem i się wprowadziłem. Na strychu hulał wiatr, bo nie miałem na okna, na parterze hulał wiatr, a ja mieszkałem na pierwszym piętrze. Betonowe podłogi, bo mnie nie było stać na podłogę. Pojechałem do sklepu budowlanego w Sylwestra roku 1999, kupiłem końcówkę najtańszej wykładziny, która była na wyprzedaży. Wytargowałem cenę 5 zł za metr kwadratowy, kupiłem 100 metrów plus wiaderko kleju do wykładzin i wyłożyłem cały ten mój beton cienką wykładziną. Zainstalowałem kominek, kazałem nie zakładać obudowy i pierwszą zimę przetrwałem paląc w tym gołym kominku, bo nie miałem forsy na kaloryfery. A czym paliłem? Deskami budowlanymi, które zostały po rusztowaniach i szalunkach. Na parterze nadal był stan surowy otwarty, kazałem zamurować okna. Myślałem, będzie forsa to się wybije cegły z okien jednym kopniakiem, a na razie niech czekają zamurowane resztkami połamanych cegieł, które zostały z budowy. Nie było mnie stać na kabinę prysznicową, to kupiłem luksfery i kazałem postawić przeźroczystą ściankę. Chce Pani słuchać dalej? To nie były lata 1950, tylko rok 2000, a ja byłem po „WC Kwadransie”, czyli znany pan z telewizji. Ktoś na pewno dałby mi kredyt, ale ja nie biorę kredytów – kupuję wszystko za pieniądze, które mam, a nie za cudze. To był piękny dom, ale… nie miałem dość forsy, by go wtedy wykończyć. „Przeciąłem”, więc dom na pół, sprzedałem drugą połowę i zrobił się bliźniak. Rozwiązanie takie sobie, no ale miałem dość forsy, żeby dokończyć moją połowę bez brania kredytów. Jest wybór? Jest! Zawsze jest.

Czy rynek nieruchomości czeka krach?

MH: Z jednej strony mówi się, że sankcje nałożone na Rosję i wojna w Ukrainie wpłynęły na niedobór materiałów budowlanych i ich ceny, a z drugiej strony jadąc przez Polskę widzimy przeładowane składy budowlane i spadające ceny, np. stali. Jedni krzyczą o tym, że ceny nieruchomości będą rosnąć, a drudzy, że idzie wielki krach na rynku. Jak Pana zdaniem nowy układ geopolityczny, wojna w Ukrainie, kryzys energetyczny i żywnościowy, wisząca na włosku wojna o Tajwan, czy szereg innych konfliktów zbrojnych na świecie wpłynie na rynek nieruchomości?

WC: Nieruchomości to bardzo twarda inwestycja. Odporna na wojny, kryzysy i inflacje. Nie zabezpiecza na sto procent, bo nieruchomości też mogą skonfiskować, rozwalić bombami, lub mogą spłonąć. Ale i tak są bardziej odporne na wszystko, co nas czeka, niż oszczędności i inwestycje w pieniądzu, akcjach, udziałach, czy obligacjach. Do dziś mam w domu przedwojenne obligacje RP. I co? I jajco! Po „odzyskaniu niepodległości” w roku 1989 żaden rząd nie powiedział, że jest spadkobiercą drugiej RP i wypłaci zaległości oraz nie będzie płacił długów PRL. Wszystkie partie, nawet te tak zwane „patriotyczne” zdecydowały, że wolą być spadkobiercą sowieckiej strefy okupacyjnej o nazwie PRL. Do dziś spłacamy długi PRL, ale nie spłacamy wielokrotnie mniejszych długów przedwojennej RP. Nieruchomości to dobra waluta i dobry interes nawet, gdy w pewnych okresach „dołuje”. Domy i mieszkania są ludziom zawsze potrzebne – za komuny, w czasie wojny, po wojnie, w czasie kryzysu – zawsze. Mój dziadek (przedwojenny multimilioner) uczył mnie biznesu za czasów komuny. Uczył dla własnej rozrywki czegoś, co było TEORIĄ KAPITALIZMU NIEISTNIEJĄCEGO. Wbił mi do głowy, że forsę należy dzielić na trzy kupki: na chleb, na siew i na zapas. Jedną trzecią przejadasz, drugą trzecią inwestujesz, a trzecią trzymasz na zapas, na wszelki wypadek, gdyby chleb lub siew nie wyszedł. A w czym trzymamy tę trzecią część? Dziadek uczył, że najgorszy pomysł to trzymanie majątku w formie papierowej. A jeszcze gorszym pomysłem jest trzymać papierki w banku. Dziadek mówił, że forsę dzielimy na trzy kupki: towar, złoto, ziemia. Towar jest na handel i jest odporny na inflację. Na początku wojny dziadek zakupił całą stodołę cegieł. Cegły nie gniją, nie pleśnieją, a gdyby stodołę spalili, to cegły zostaną w zgliszczach. Po wojnie sprzedawał te cegły po kawałku za KOLOSALNĄ forsę, bo wtedy każdy potrzebował cegieł na odbudowę. Z kolei złoto to inwestycja „ucieczkowa”. Za złotą monetę wykupisz się z łapanki, lub łatwo przewieziesz schowane w kieszeni, gdy będziesz zmuszony uciekać na inny kontynent. Złoto przetrwa każdą inflację, wymianę waluty i dewaluację. I wreszcie trzecia kupka kapitału – ziemia. Dziadek uczył, że jak kupisz ziemię, posesję, nieruchomość, to nadal mogą ci to skonfiskować, ale… nieruchomości są bardziej odporne na plagę, inflację i wymianę pieniędzy. Nic nie zabezpiecza w stu procentach, ale nieruchomości to dobre i trwałe zabezpieczenie. A.. kto nieruchomościami handluje, ten się ORIENTUJE i w porę zachowa dla siebie najbardziej cenne kawałki. Mam kumpla, który prowadzi jednoosobową agencję obrotu nieruchomościami i on zawsze zachowuje dla siebie różne „smaczki” – małe, a cenne posesje, które trafiły kiedyś na rynek. Skupuje dla siebie jako lokatówki.

Rozwój cywilizacji czy depopulacja?

MH: Słyszy się, że szejkowie i amerykańscy miliarderzy chcą na afrykańskich pustyniach budować miasta przyszłości. Według Land Report Bill Gates na początku roku 2021 miał 242 tys. akrów ziemi rolnej, a pod koniec roku dokupił kolejne 2,1 tyś akrów za kolejne 13,5 mln dolarów w USA. Czy na naszych oczach pod przykrywką, ochrony klimatu, lobby antymięsnego, kryzysu finansowego, energetycznego, czy wojny w Ukrainie wyspekulowano kryzysy w wielu dziedzinach, a teraz dąży się do monopolu w różnych sektorach gospodarki? Jak się to ma do planów w zakresie depopulacji ludności i rzekomego braku wody i żywności na Ziemi? Jak to się ma do pustynnienia świata?

WC: Szejk nie jest głupi, lecz interesowny, pazerny, sprytny, więc nie słucha globalistów. Nawet Obama nie słucha globalistów – kupił posesję za kilkanaście milionów dolarów na wyspie Martha’s Vineyard – gdyby wierzył w ocieplenie klimatu i zalewanie terenów nadmorskich, to by nie kupił domu na brzegu morza. A na temat depopulacji świata zrobiłem jeden odcinek „Boso przez świat”. To było w Afryce. Mała posesja z ogrodem na pochyłym stoku ustawiona tak, że dało się ją objąć w całości jednym ujęciem kamery. Na tym małym kawałku ziemi mieszkało i żywiło się z niego 20 osób. Depopulacja świata to plan powołany nie dlatego, że na Ziemi brak miejsca, lub żywności, ale dlatego, że łatwiej jest kontrolować jeden miliard niewolników, niż dziesięć miliardów niewolników. Tak, uważam.  A wojna w Ukrainie to między innymi skok na urodzajne czarnoziemy.

Młodzi i fenomen korporacji?

MH: Dlaczego Pana zdaniem młodzi ludzie tak chętnie pracują w korporacjach, które reprezentują wpływy zagraniczne i  wyprowadzają majątek z Polski? Dlaczego wielu z nich woli urwać chociażby 500zł na kontrakcie polskiemu przedsiębiorcy na rzecz zachodniego pracodawcy, którego nawet nie widzieli na oczy? Skąd wynika nastawienie tych ludzi, że nie chcą wspierać polskich firm, pracować dla polskich pracodawców albo rozwijać swoich biznesów?

WC: Do mnie najbardziej przemawiała wolność osobista. Zawsze. Dlatego od urodzenia byłem kapitalistą, a nie socjalistą. Za komuny, jako kapitalista miałem pod górkę. Teraz nadal mam, bo to co mamy teraz, to jest nadal socjalizm. Korporacja nie różni się NICZYM od państwowego molocha z czasów komuny. Za komuny wynagrodzenie w państwowej firmie nie zależało od wydajności pracy lecz od lojalności wobec partii. Frajerem był inżynier, który się starał. Normalne zachowanie polegało na tym żeby się obijać, bo i tak zapłacą, a gdy się będziesz starał, to i tak nie zapłacą więcej za twoje starania i pot. U kapitalisty jest motywacja do lepszej roboty. W korporacji takiej motywacji nie ma. W korporacji masz wyrobić normę socjalistyczną i realizować procedury. Za innowacyjność można dostać karę, bo innowacja oznacza łamanie procedur. Problem młodych nie polega na tym, że brakuje im patriotyzmu. Tu chodzi o to, że oni mają dyplomy, mają pokończone kursy i wyższe uczelnie, ale NICZEGO NIE POTRAFIĄ, BO NICZEGO ICH NIE NAUCZONO. Miliony ludzi jest po szkołach, ale bez zawodu, z wykształceniem formalnym, niekiedy bardzo wysokim, ale bez wiedzy praktycznej. Ktoś taki może być jedynie niewolnikiem procedury w korporacji. W prawdziwej firmie jest bezużyteczny – utonie lub trzeba go szybko zwolnić, bo niczego nie umie. Korporacja nie jest prawdziwą twórczą firmą – jest farmą niewolników. Od niewolnika nie oczekuje się myślenia, ani samodzielności. Myślenia trzeba się nauczyć, a teraz tego nie uczą. Uczą odtwarzania, a nie twórczości. To się zaczęło, gdy do szkół weszły testy. Ja jestem w stanie zdobyć 25% poprawnych odpowiedzi z testu dotyczącego  fizyki kwantowej, o której nie wiem nic – wystarczy, że zaznaczę wyłącznie odpowiedzi A, od góry do dołu. A daje od razu 25% poprawnych trafień. A gdy test zawiera trzy możliwości a nie cztery, wówczas mam 33% poprawnych z dziedziny, o której nic nie wiem, z języka chińskiego na przykład. Czyli mogę sobie od razu bez testu wpisać do CV, że test z chińskiego zaliczam słabo no, ale na 25%, czyli w zasadzie nieźle jak na kandydata do korporacji, bo z tego wynika że coś tam umiem. Młodzi nie potrafią myśleć i to jest problem. Nie potrafią, bo myślenia się UCZY, na matematyce, na geometrii, na zajęciach z logiki, które kiedyś były na początku każdych studiów, bo logika jest potrzebna każdemu. Nawet w szkole rolniczej jest ci potrzebna logika, ale kandydatom do korporacji potrzebna nie jest. Nie daj Boże, żeby zaczęli logicznie myśleć, bo wtedy ZORIENTUJĄ się, że ich praca nie ma sensu. W każdej młodej populacji jest trochę ludzi „wybudzonych”. Wiedzą, że logicznego myślenia można się nauczyć samemu poza szkołą. I przypadkiem taki człowiek się nagle orientuje, że do czegoś nie pasuje i zaczyna drążyć. 

Gdy robię „Boso przez świat” ludzie pytają skąd ja to wszystko wiem, a ja mówię „ze szkoły podstawowej” i to jest prawda. W większości odcinków „Boso” nie wyszedłem poza moją wiedzę z podstawówki. Mógłbym wyjść, bo umiem więcej, ale wtedy o wiele mniej osób by mnie oglądało, gdyż poziom wiedzy w społeczeństwie jest za mały. Mam koleżankę na Uniwersytecie Gdańskim, wykłada antropologię i ma dylemat: „słuchaj, czy ja mam realizować program wyższej uczelni, czy mam ich najpierw dwa lata doszkalać w zakresie matury? Bo wiesz, jak zacznę od razu wykłady uniwersyteckie, to nikt niczego nie zrozumie, bo nie mają podstawowego aparatu do rozumienia. Gdy zacznę wykładać od razu po uniwersytecku, to sobie wszystko pilnie zanotują i nauczą się do egzaminu na pamięć i… będą zdawać z dobrymi ocenami, bo się nauczyli na pamięć, ale to tak jakby Chińczyk nauczył się na pamięć „Pana Tadeusza” bez znajomości języka polskiego – puste dźwięki, bez treści, o zachwycie nad formą nie wspominając, ani o kontekstach.”

DOŁĄCZ DO NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO!

© Wszelkie prawa zastrzeżone

SPONSOROWANE

Powiązane artykuły

Mieszkaniowy rynek wtórny w 7 największych miastach w 2022 r.

W czwartym kwartale 2022 r. eksperci GetHome.pl zaobserwowali ożywienie na mieszkaniowym rynku wtórnym w Warszawie i Łodzi. Natomiast w Gdańsku, Krakowie i...

Nadeszły ciężkie czasy dla sprzedających mieszkania

Jeszcze nie tak dawno to sprzedający nieruchomości byli na wygranej pozycji. Dobra oferta sprzedawała się bardzo szybko, a ceny mieszkań rosły z...

Przesilenie koniunktury czyli budownictwo mieszkaniowe w 2022 roku

2022 rok pod względem sprzedażowym był to okres gwałtownego przesilenia koniunktury, po historycznych rekordach z roku poprzedniego. Nie może zatem dziwić, że...

Dlaczego w 2022 r. ceny nowych mieszkań rosły zamiast spadać?

Autor: RynekPierwotny.pl W 2022 r. skurczył się popyt na nowe mieszkania, ale – jak dotąd – nie spowodowało to...

Technologie w nieruchomościach

Fundamenty zabytkowego pałacu. Problemy inwestorskie

Wysoki poziom wód podziemnych to zmora wielu inwestorów i właścicieli budynków. Zarodniki grzybów, pleśnie, zawilgocenie ścian, to...

Czy strategia zrównoważonego rozwoju wspiera obniżenie kosztów eksploatacyjnych?

Ogromny wzrost kosztów eksploatacyjnych związany głównie z cenami energii elektrycznej i gazu będzie jednym z większych wyzwań z jakim przyjdzie się mierzyć...

Rekuperacja niebezpieczna dla zdrowia. Jak uniknąć problemów zdrowotnych?

Rekuperacja niebezpieczna dla zdrowia. Jak uniknąć problemów zdrowotnych? Wiele...

Technologia, której potrzebuje dziś branża deweloperska. System T-Master – nowość na liście rozwiązań proptech

Technologia, której potrzebuje dziś branża deweloperska System T-Master - nowość na liście rozwiązań proptech Artykuł...
SPONSOROWANE

ROCZNIK 2020

Zaniedbania analiz due diligence. Co sprawdzić przed zakupem nieruchomości?

Zaniedbania analiz due diligence. Co sprawdzić przed zakupem nieruchomości? Artykuł publikowany w Roczniku INVESTOR Real...

Norma PN-ISO 9836:2015-12 obowiązkowa w projektach budowlanych od 19.09.2020r.

Norma PN-ISO 9836:2015-12 obowiązkowa w projektach budowlanych od 19.09.2020r. Nadchodzi chaos w powierzchniach i brzydkie budynki

Nieruchomości komercyjne. Czas na przeorganizowania.

Nieruchomości komercyjne Czas na przeorganizowania Artykuł publikowany w Roczniku INVESTOR Real Estate Expert

Domki do 35m2 na zgłoszenie. Inwestycja krok po kroku.

Domki do 35m2 na zgłoszenie Inwestycja krok po kroku Artykuł publikowany w Roczniku INVESTOR Real...
Nie można kopiować treści tej strony.